JEŚLI SZUKASZ:

  • naprawdę bezwypadkowego auta z Niemiec, ze sprawdzoną historią
  • z niecofanym, 100% oryginalnym przebiegiem
  • z pewnego źródła od uczciwego sprzedawcy aut z Niemiec
  • profesjonalnie przetestowanego przed zakupem
  • w nienagannym i zweryfikowanym stanie technicznym
  • z gwarancją bezpiecznej transakcji i zwrotu samochodu

DALEJ JUŻ NIE SZUKAJ... TYLKO NAPISZ DO NAS! ==>

BŁYSKAWICZNY KONTAKT - napisz do nas, a za max. 24 godz. otrzymasz odpowiedź!

Ile to kosztuje?

Nie ma z góry ustalonej i stałej opłaty. Cena usługi zależy od wielu parametrów: miejsca odbioru klienta, odległości do pokonania do wybranych przez niego aut, ilości aut do oglądania, godzin ich dostępności (np. prywatni sprzedawcy są w pracy i można przyjechać tylko późnym popołudniem lub wieczorem), zakresu weryfikacji stanu technicznego auta (tylko oględziny i jazda próbna czy również kontrola w ASO lub w stacji diagnostycznej). To może być 1.000 zł, jak i 3.000 zł przy bardzo odległych lokalizacjach typu Stuttgart, Dortmund, Frankfurt nad Menem. Za każdym razemy wyceniamy to indywidualnie. Jedno jest pewne: nasz klient otrzymuje kosztorys przed wyjazdem, a nie po nim ani w jego trakcie. Nikt nie jest zaskoczony kosztami - wszystko jest jasne, klarowane i ustalane zanim pokonamy wspólnie choćby jeden kilometr po auto. Zapraszamy do kontaktu telefonicznego (tel. 781 969 747) w celu ustalenia szczegółowych warunków i kosztów współpracy.

Co wchodzi w zakres usługi?

Odbiór klienta we Wrocławiu lub Poznaniu, transport do wybranych aut, oględziny auta, jazda próbna, sprawdzenie stanu technicznego (naprawy blacharsko-lakiernicze, podnośnik, diagnostyka komputerowa), dokumentacji oraz historii samochodu, pomoc w negocjacjach cenowych oraz zawarciu umowy, tłumaczenie rozmów, pomoc w uzyskaniu tablic wyjazdowych wraz z ubezpieczeniem, pomoc w sprawdzeniu auta w ASO lub stacji diagnostycznej (opcjonalnie), asekuracja na autostradzie w drodze powrotnej do kraju na wypadek, gdyby klient potrzebował jakiejkolwiek pomocy po stronie niemieckiej.

Czy trzeba brać ze sobą gotówkę?

Tak. Jest to najlepsze rozwiązanie. Przy płatności gotówką auto można zabrać i od razu wracać do domu. Przy płatności przelewem na pewno trzeba będzie czekać aż środki pojawią się na koncie sprzedawcy i do tego czasu auto nie zostanie nam wydane. Nie wystarczy potwierdzenie płatności. A przelewy mogą iść z Polski do Niemiec nawet 2 dni. Płatność kartą lub wypłacanie euro z banku dopiero po obejrzeniu auta - odradzamy, bo może się zdarzyć, że polska karta bankowa nie zadziała w Niemczech i zrobi się kłopot, bo pieniędzy nie będzie można wypłacić i trzeba będzie wracać do Polski bez auta.

Czy można wymienić złotówki na euro na granicy?

Odradzamy. To kłopotliwe, ryzykowne i na pewno nie jest tańsze. Granicę najczęściej przekraczamy w nocy, gdy większość kantorów jest pozamykana. Kursy walut są tam zazwyczaj wyższe, bo kantor liczy na klienta, który zapomniał wymienić euro wcześniej, a przed wjazdem do Niemiec musi po prostu to zrobić. Jest też ryzyko, że nocny kantor nie będzie mieć akurat 5-10 tys. euro na stanie, które potrzebujemy na kupno auta. Najlepiej wymieniać na euro w miejscu zamieszkania, w kantorach nie należących do dużych sieci, gdzie można wynegocjować lepszą cenę. Na "dzień dobry" kantor powinien zejść co najmniej o 5 groszy od stawki z cennika. Odradzamy wymianę pieniędzy w bankach lub wypłatę w euro z rachunków złotówkowych - banki pobierają zbyt wysokie opłaty i proponują niekorzystne kursy euro.

Czy organizujemy wyjazdy w weekendy?

Nie. W grę wchodzą tylko dni powszednie. W weekend większość salonów, autohausów i placów w Niemczech nie pracuje, a i z osobami prywatnymi nie jest się łatwo umówić z powodu częstych wyjazdów weekendowych poza miejsce zamieszkania. Główny jednak problem to pozamykane urzędy (wydziały komunikacji), w których w weekend nie uzyskamy tablic wyjazdowych i nie będzie można wracać do Polski "na kołach".

 

Czy trzeba z nami jechać po auto?

Preferujemy wspólne wyjazdy z klientami po auto. Rzadko godzimy się na zakup samochodu bez udziału klienta. Możemy to zrobić tylko pod dwoma warunkami: 1. przedpłaty 100 proc. środków na zakup auta, 2. samochód musi pochodzić z pewnego źródła (najlepiej salon), musi mieć niewielki przebieg i świeży rocznik. Wolimy unikać sytuacji ryzykownych i możliwego rozczarowania związanego z tym, że Państwa oczekiwania mogą się rozminąć z faktycznym wyglądem auta. I nie chodzi tu o to, że auto może się okazać wypadkowe bądź będzie w złym stanie technicznym, bo takiego auta na pewno byśmy nie kupili. Mowa tu o śladach użytkowych, niewielkich uszkodzeniach lakieru, zadrapaniach, wgniotkach czy zapachu w aucie. To mogą być rzeczy, które w naszych oczach będą akceptowalne, a w oczach klienta - dyskwalifikujące. I odwrotnie - coś, co dla nas może być niedopuszczalne, dla klienta może być OK. Po prostu ciężko jest decydować za kogoś, bo wszyscy jesteśmy różni i mam różne oczekiwania. Dlatego najlepiej, gdy klient jedzie z nami i sam decyduje, przy naszym doradztwie, czy auto mu odpowiada, czy nie. W końcu samochodu nie kupuje się co tydzień, więc każdy jest w stanie wyrwać ze swego życiorysu jeden dzień, by pojechać z nami po auto i kupić to, co sam wybierze, a nie to, co my wybierzemy dla niego. Wyjątkiem od tej zasady są auta z salonów, najczęściej w bardzo dobrym lub wręcz idealnym stanie - w świeżym roczniku, z niewielkim przebiegiem rzędu 30-60 tys. km, które wyglądają jak nowe.

Czy można zabrać ze sobą osobą towarzyszącą?

Tak. I jest to nawet bardzo wskazane przy dużych odległościach do pokonania. Warto mieć wsparcie w podróży, zmiennika za kierownicą czy przyjacielskie doradztwo przy ostatecznym wyborze auta. Nie można też zapominać o bezpieczeństwie przewożenia pieniędzy. Z nami nikomu z Państwa nic nie grozi, ale do nas (Wrocław, Poznań, skąd odbieramy klientów) trzeba jeszcze dojechać, pociągiem lub autobusem, a tam przyda się dodatkowa ochrona dla euro.

Czy jedziemy lawetą?

Nie. Oferujemy transport samochodem osobowym. Jest szybciej, łatwiej i przyjemniej. Klientów odbieramy we Wrocławiu, Poznaniu lub w innym uzgodnionym miejscu. Po zakupie samochodu w Niemczech pomagamy klientowi uzyskać w niemieckim wydziale komunikacji tablice wyjazdowe, dzięki którym można wrócić do Polski zakupionym autem "na kołach".

Ile to trwa?

Wyjazd trwa max. 24-30 godz. i to w przypadku najdalszych lokalizacji pod holenderską, francuską czy belgijską granicą. Najczęściej jest to kilkanaście godzin. Odbieramy klientów najczęściej w godzinach nocnych lub porannych tak, aby na godz. 8.00-9.00 być przy pierwszym umówionym aucie. Wracamy po zakupieniu auta i załatwieniu wszystkich formalności w Niemczech, najczęściej wyjeżdżając w drogę powrotną w godzinach około- i popołudniowych. W Polsce jesteśmy w godzinach wieczornych lub najpóźniej nocnych, po mniej więcej dobie.

Kupowanie niemieckiego samochodu w cenie netto

Przeglądając ogłoszenia na niemieckich portalach, można spotkać oferty, w których ceny podawane są w kwotach netto i brutto (bez- lub z 19% niemieckim VAT-em) lub tylko brutto. O co chodzi?

W tylko jednej kwocie - brutto - podawane są ceny za auta, które handlarze, przed wystawieniem na sprzedaż, odkupili wcześniej od osób prywatnych. A te osoby prywatne, kupując swoje auto jako nowe, już zapłaciły VAT, który poprzez sprzedawcę tego nowego auta został odprowadzony do niemieckiego urzędu skarbowego. Ten VAT nie jest już więc do odzyskania. Płacimy więc kwotę brutto i nie ma możliwości odzyskania podatku.

Inaczej jest z samochodami odkupowanymi przez handlarzy od firm, np. autami poleasingowymi. W tym wypadku firma kupiła nowe auto w kwocie brutto, odzyskując VAT w dozwolonych sobie limitach, a więc gdy później dalej je odsprzedaje, musi doliczyć do wartości auta netto podatek VAT, który jest do odzyskania przez nabywcę używanego auta, również jeśli kupującym będzie Polak (a dokładnie: polska firma, bo przywilej kupowania w cenie netto nie dotyczy, niestety, osób prywatnych).

Ale czy polskie firmy na pewno mogą kupować w niemieckie samochody w kwocie netto?

Tak, ale pod pewnymi warunkami i nie od każdego sprzedawcy. Generalnie dominują trzy podejścia:

  • 1. Część niemieckich sprzedawców (najmniejsza) nie widzi żadnego problemu. Wystarczy dostarczyć dokumenty firmy (wpis do ewidencji działalności gospodarczej, zaświadczenie o nadaniu unijnego NIP, dowód osobisty właściciela) i już. Płacimy gotówką lub przelewem i auto jest nasze.
  • 2. Na przeciwległym biegunie jest druga grupa sprzedawców, która absolutnie nie chce słyszeć o płaceniu przez Polaków ceny netto. To przede wszystkim ci, którzy nacięli się już na naszych rodaków w ramach tzw. przekrętu na VAT. W skrócie polega on na tym, że Polak kupuje niemieckie samochody w kwocie netto na fikcyjną firmę-słup, dostarcza Niemcowi jej dokumenty, płaci, fakturę netto wyrzuca do śmietnika, a w Polsce sprzedaje to auto po atrakcyjnej cenie niczego nieświadomemu człowiekowi, któremu na chwilę wyłączają się szare komórki, gdy widzi ofertę o ok. 20 proc. tańszą  od rynkowej. Konsekwencje są takie, że do Niemca zgłasza się jego urząd skarbowy i chce wyegzekwować niezapłacony podatek VAT. Ten albo płaci i przeklina chwilę, gdy zgodził się na sprzedaż netto albo odsyła do polskiej firmy, którą z kolei - po sygnale od niemieckiej strony - zaczyna się interesować polski urząd skarbowy. Ostatecznie, najczęściej skarbówka trafia do tego Polaka, który kupił auto i cieszył się, że mu się trafiła taaaka okazja. I każe mu zapłacić zaległy podatek, zatrzymując auto w postępowaniu karno-skarbowym do wyjaśnienia.
  • 3. Trzecia grupa podchodzi do tematu ostrożniej. To, ci którzy już się kiedyś nacięli albo przynajmniej słyszeli o "przedsiębiorczych" Polakach. I wymagają dodatkowych zabezpieczeń. Są nimi najczęściej: przyjmowanie wpłaty tylko przelewem, by mieć dowód dla niemieckiego urzędu skarbowego, że faktycznie płaciła firma; ustalanie kaucji, którą musi wnieść kupujący. Przy tańszych autach to kilkaset euro, przy droższych - kaucja może wynieść nawet wysokość całego podatku VAT. Jest ona zwracana polskiemu nabywcy po nadesłaniu Niemcom dokumentów poświadczających, że auto zostało w Polsce zarejestrowane na tę firmę, która kupowała auto - to dla niemieckiego sprzedawcy czytelny sygnał, że sprawa z VAT-em została uregulowana po stronie polskiej i nie musi się spodziewać jakichś nieprzyjemności ze strony niemieckiego urzędu skarbowego.

 

Trzy główne powody, dla których warto sprowadzić auto z Niemiec

1. RĘKOJMIA/GWARANCJA SPRZEDAWCY.

Zgodnie z niemieckim prawem, prywatna osoba kupująca auto od autosalonu, autohausu itp., czyli od niemieckiej firmy zajmującej się sprzedażą aut, musi otrzymać od niej rękojmię, obejmującą m.in. przebieg, bezwypadkowość, ukryte wady auta. Rękojmia ta nie jest udzielana firmie, która kupuje dane auto w celu jego dalszej sprzedaży, np. klientowi z Polski. Dlatego warto jest kupować bezpośrednio od niemieckiego sprzedawcy z pominięciem pośrednika, czyli handlarza z Polski, który auto kupuje najpierw na siebie, a potem odsprzedaje klientowi z Polski  - w takim wypadku rękojmia nie działa. UWAGA! Rękojmi nie ma w przypadku kupowania auta w Niemczech od prywatnej osoby w Niemczech! Osobnym tematem jest gwarancja udzielana przez niektóre firmy czasem w formie gwarancji producenta auta lub specjalnego ubezpieczenia, które nierzadko jest w cenie auta, a częściej - do kupienia jako opcja dodatkowa. Gwarancją producenta najczęściej dysponują salony danych marek, sprzedające używane auta własnej marki - taka gwarancja obowiązuje również w Polsce. Natomiast gwarancja w formie ubezpieczenia jest usługą proponowaną przez firmy ubezpieczeniowe - obejmuje np. silnik, sprzęgło, dyferencjał, skrzynię biegów, a także zabezpiecza przed kosztami przyszłych, mniejszych napraw. Zakres ubezpieczenia i jego cena zależy od wyboru klienta. Czasem sprzedawcy oferują takie gwarancje w cenie auta, czasem są one za dodatkową opłatą rzędu 200-400 euro.

2. ORYGINALNY PRZEBIEG I PEWNA HISTORIA AUTA.

Kupując w niemieckim autosalonie czy autohausie, możemy mieć pewność, że książka serwisowa będzie oryginalna, a przebieg auta nie będzie wymyślony przez sprzedawcę. Niemiecka policja działa dużo sprawniej niż polska - tam nikt nie pozwoli sobie na kłamanie w dokumentach. Oczywiście i w Niemczech znajdzie się sporo oszustów, ale nasza firma unika miejsc niepewnych - nie chcemy narażać naszych klientów. Poza tym cofanie liczników jest w Niemczech przestępstwem ściganym przez prawo. W Polsce samo cofanie liczników nie jest karalne, stąd tak wiele firm, oferujących usługę o nazwie "korekta licznika". Przestępstwem w Polsce jest dopiero sprzedanie auta ze świadomością, że ma cofnięty licznik - ale kto udowodni handlarzowi, że o tym wiedział albo że sam cofnął licznik? Decydując się na nasze usługi, mają Państwo pewność, że sprowadzane przez nas samochody używane z Niemiec nie posiadają żadnych ukrytych wad, usterek ani nie poddawane były celowym przeróbkom mającym na celu podniesienie faktycznej wartości samochodu. Wszystko jest przez nas dokładnie sprawdzane, a w Państwa ręce trafiają samochody używane z Niemiec w dokładnie takim stanie jak w umowie.

3. NIEMIECKIE AUTOSTRADY KONTRA POLSKIE DROGI.

Każdy, kto choć raz był w Niemczech, wie, po jakich drogach poruszają się nasi zachodni sąsiedzi. A kto nie był, to na pewno słyszał o legendarnych niemieckich autostradach, czyli największej i najgęstszej na świecie sieci połączeń drogowych. Oczywiście ma to niezaprzeczalny wpływ na stan techniczny aut, którymi jeżdżą Niemcy - zawieszenie, zużycie sprzęgła, silnika, skrzyni biegów itd. Auto, które przejechało 100 tys. km po niemieckich drogach jest w zupełnie innym stanie niż auto, które pokonało ten sam dystans w Polsce. Używane auta z Niemiec są zatem doskonałą alternatywą dla samochodów eksploatowanych na terenie Polski. Nie wahaj się i sprowadź z nami nowe bądź używane auta z Niemiec!

Jak oszukują polscy handlarze?

1. Kręcenie licznika. Klasyka handlarskiego oszustwa.

Prawie żadne ze sprzedawanych w Polsce sprowadzonych z Niemiec aut nie ma więcej na liczniku niż 200 tys. km przebiegu. Dlaczego? Bo to magiczna granica – polscy klienci niechętnie kupują auta z przebiegiem powyżej 200 tys. km, wierząc naiwnie, że 10-letni passat (diesel) może mieć 150 tys. km. Oczywiście, że może i takie okazje się w Niemczech trafiają, ale kosztują wtedy nawet 2 razy więcej od podobnego egzemplarza z przebiegiem 300 tys. km. A do Polski trafiają głównie ten drugi rodzaj aut – z przebiegiemi znacznie powyżej 200, 300, a nawet 400 i 500 tys. km. W Polsce licznik jest cofany nawet czasem już tuż po przekroczeniu granicy (patrz: wideo).

W Polsce samo cofanie liczników nie jest karalne – nazywa się je „korektą”. Przestępstwo jest dopiero wtedy, gdy handlarza złapie się na tym, że umyślnie wprowadził w błąd nabywcę auta co do stanu licznika. Czyli trzeba udowodnić mu cofnięcie licznika i kłamstwo, co jest bardzo trudne, bo handlarz zawsze może się tłumaczyć, że on już "takie auto kupił". Jak się nie złapie za rękę, że kręcił, sprawy nie ma.

 

2. Auto powypadkowe lub „angliki”. Prawdziwa plaga.

Kto ma chwilę, zapraszam na przejście graniczne z Niemcami, np. w Świecku. Policzcie, ile lawet wjeżdża do Polski choćby tylko w ciągu 1 godz. i ile z tych aut jest „strzelonych”. Lawety jadą nie tylko z Niemiec, ale również z Belgii, Francji czy Szwajcarii, gdzie takie samochody można kupić po naprawdę atrakcyjnych cenach. Z bitymi bokami, przodami, tyłami, rozwalonymi kokpitami, maskami – w Niemczech jako sprzedawane jako „totalschaden”, czyli „szkoda całkowita”, a w Polsce przeżywają drugą młodość. Trafiają najpierw do warsztatów, gdzie są naprawiane, ale dużo częściej tylko "picowane", a potem do internetu, na portale ogłoszeniowe, gdzie czekają na swoich nowych właścicieli, szukających okazji cenowych.

 

3. Umowa „na Niemca”.

Służy nie tyle oszukaniu nabywcy auta, co przede wszystkim uniknięciu przez handlarza odpowiedzialności za auto i konieczności zapłacenia podatku - ale również może być powodem poważnych kłopotów. Umowa „na Niemca” to umowa kupna-sprzedaży samochodu spisana pomiędzy polskim nabywcą auta a ostatnim jego właścicielem po stronie niemieckiej wpisanym w niemieckie dokomenty – dowód rejestracyjny i tzw. duży brief. Oczywiście ten Niemiec zupełnie nie ma świadomości, że „podpisuje” umowę z jakimś polskim nabywcą – jego dane są tylko wykorzystywane, po to, by handlarz uniknął odpowiedzialności za auto (jeśli wyjdą później jakieś historie z autem) lub po to, żeby nie zapłacić podatku od transakcji. Podczas rejestracji auta w Polsce nikt nie zwróci uwagi na taką „lewą” umowę, bo żaden urząd ich nie bada. Problemy mogą pojawić się później, w sytuacji, gdy nastąpi jakieś zdarzenie typu wypadek czy kradzież auta. Wtedy ubezpieczyciel może sprawdzić umowę - zdarza się, że firmy ubezpieczeniowe kontaktują się z Niemcami widniejącymi na takich umowach. Jeśli ten Niemiec zaprzeczy, że sprzedał auto osobie, której skradziono auto - polski ubezpieczyciel uzna, że umowa jest nielegalna i może odmówić wypłaty odszkodowania. Uwaga! Były takie przypadki w Polsce.

4. Auta kradzione.

Co tu więcej tłumaczyć? Niestety, nadal się to zdarza - szczególnie przy autach drogich i bardzo drogich.

5. Nierozliczony VAT.

Wyższa szkoła jazdy i bardziej wysublimowany rodzaj oszustwa. Polega on na kupieniu auta po stronie niemieckiej w cenie netto, bez naliczonego VAT-u (w Niemczech to 19 proc.). Takie transakcje są możliwe w ramach tzw. nabycia wewnątrzwspólnotowego – polska firma może kupić auto od firmy niemieckiej, nie płacąc VAT-u w Niemczech, a będąc zobowiązanym do jego zapłacenia w Polsce. Oszuści kupują auta w cenie netto na podstawione firmy tzw. słupy i oczywiście nigdy nie rozliczają się z VAT-u po stronie polskiej. Sprzedają dalej te auta albo na umowę „na Niemca” albo na tzw. fakturę VAT-marża. Takie oferty można poznać po tym, że często są tzw. okazjami cenowymi niższymi o ok. 20 proc. (czyli właśnie o niezapłacony VAT) i sprzedawane są „na Niemca” lub z f-rą VAT-marża. Niemieckie i polskie służby finansowe coraz sprawniej ze sobą współpracują i coraz częściej zdarza się, że takie auta są w Polsce namierzane: idąc od niemieckiego sprzedawcy, który sprzedał samochód w kwocie netto, po łańcuszek pośredników, którzy dokonują oszustwa, po ostatecznego polskiego nabywcę, który okazuje się na koniec tym najbardziej poszkodowanym, bo to on jest obciążany obowiązkiem uiszczenia niezapłaconego w Niemczech VAT, łącznie z kosztami postępowania, odsetkami itd. A auto w takich sytuacjach może zostać zatrzymane przez "skarbówkę" jako dowód w postępowaniu karno-skarbowym.

6. Demontaż wyposażenia.

Drogie radio, dodatkowy komplet opon, nowy akumulator? Nie ma co liczyć na to, że handlarz w sprowadzonym z Niemiec aucie zostawi takie bogactwa następnemu właścicielowi. Wszystko, co cenniejsze i da się wymontować, to wymontuje i sprzeda przez internet. Nie ma się co czarować. A i zdarzają się takie sytuacje, że handlarze podmieniają części w samochodzie już zakupionym przez polskiego klienta, gdy ten spuści go na chwilę z oka.

7. Osobną kategorią oszukiwania polskich klientów jest wmawianie im, że z komisu można autem wyjechać "na kołach".

Nie można, nie ma takiej możliwości. Po Polsce można się poruszać jedynie na polskich tablicach rejestracyjnych (stałych lub próbnych), niemieckich krótkoterminowych (tablice z czerwonym lub żółtym paskiem) i niemieckich stałych tablicach. Te ostatnie są jednak wielką rzadkością, bo tylko naprawdę niewielki odsetek Niemców zgadza się oddać swoje tablice Polakowi, które kupuje od niego auto. Handlarze najczęściej wmawiają ludziom, że to właśnie takie tablice (od Niemca). Łatwo to sprawdzić: takie tablice muszą mieć nalepki legalizacyjne, które najczęściej są zdrapane. Jeśli takie tablice są ważne, na pewno w niemieckim dowodzie rejestracyjnym nie znajdzie się adnotacja o wyrejestrowaniu auta. Jeśli taka adnotacja jest wpisana, to uwaga: tablice są nieważne.Takie nieważne tablice łatwo w Niemczech zdobyć. Niemcy, gdy wyrejestrowują swoje auta w wydziałach komunikacji, najczęściej sami zdrapują legalizacyjne nalepki (są do tego specjalne, samoobsługowe stoiska), a unieważnione tablice wyrzucają do koszy obok. I właśnie w tych koszach zaopatrują się nasi polscy handlarze.

Oprócz już nieważnych tablic handlarze wciskają nieświadomym ludziom tzw. wyklejanki, czyli plastikowe podróbki niemieckich tablic. Do tego namawiają do wykupienia ubezpieczenia za 50 zł, twierdząc, że tak można jechać do domu. Nic bardziej mylnego i nic bardziej groźnego. Ubezpieczyciel oczywiście sprzedaje takie ubezpieczenia, bo ma w tym interes, ale żadnej odpowiedzialności za to nie bierze. Bo ubezpieczenie działa tylko w momencie, gdy auto jest zarejestrowane (a przecież nie jest) i gdy jest prawnie dopuszczone do ruchu, czyli ma ważny przegląd techniczny (a najczęściej nie ma). Jazda takim autem jest bardzo niebezpieczna. Najmniejszą nieprzyjemnością, jaka może nas czekać, to mandat od policji, zakaz dalszego ruchu i konieczność organizowania lawety do przewiezienia auta. Naprawdę duże kłopoty pojawiają się przy kolizji czy wypadku, gdzie jako nieubezpieczony sprawca zostaniemy obciążeni kosztami napraw z własnej kieszeni, a przy - nie daj Boże - ofiarach wypadku zostaniemy pociągnięci do odpowiedzialności karnej, niestety z odsiadką włącznie.

Nie taki Turek straszny jak go malują

Klient upatrzył na mobile.de mazdę 6. Znalazł ogłoszenie: mazda 6, pierwsza rejestracja: 2004, benzyna, 2.3 litra, 4.000 euro, przebieg (uwaga!) 72.000 km. Pierwsza myśl: fake, fałszywka, ogłoszenie-widmo, służące jedynie wyłudzeniu zaliczki od naiwnych. Ale nie... Dzwonimy, pytamy. Odbiera Turek. Czyli: niemieckie samochody w tureckim autokomisie. Potwierdza, że nie ma pomyłki w przebiegu, zarzeka się, że ma książkę serwisową, a stan auta jest bardzo dobry. Prosimy o przesłanie kopii książki, żeby ją potwierdzić w serwisie. Ma wysłać za godzinę. Mija cały dzień i echo. Kolejny telefon, kolejna obietnica, mija kolejny dzień. Trzeciego dnia, po piątym telefonie i piątej obietnicy przesłania fotek książki, nie mamy już wątpliwości, że Turek ściemnia, a licznik jest skręcony.

Klient jest jednak uparty i mimo to, jest zdecydowany jechać po auto (z Warszawy). Żeby nie narażać go na koszty bezowocnej być może, a na pewno dalekiej podróży, proponujemy, że będąc w Niemczech, podjedziemy do auta i je sprawdzimy.
Książkę serwisową odnajdujemy w schowku w aucie. A auto jest tuż koło budki-biura, w której urzęduje Turek. Trzy dni mu nie wystarczyło, żeby przejść 15 metrów.
Książka ma oryginalne wpisy, które potwierdzamy w odległym o kilka kilometrów serwisie mazdy. Serwis potwierdza wszystkie dane z książki - żadnych dużych napraw, bezwypadkowy, 1 właściciel, przebieg 72.000 km.
  
I jak tu nie wierzyć Turkom:-)?
Filmik z weryfikacji mazdy:

Rejestracja samochodu z Niemiec - procedura krok po kroku

Od 1 stycznia 2016r. zakup sprowadzonego z Niemiec auta nie podlega opłacie recyklingowej w kwocie 500 zł.

1. Zakup auta. Przy kupowaniu auta powinniśmy pamiętać przede wszystkim o zabraniu od sprzedawcy dwóch dokumentów: niemieckiej karty pojazdu, czyli tzw. dużego briefu oraz ostatniego dowodu rejestracyjnego poprzedniego właściciela. Niezbędna jest też oczywiście umowa kupna-sprzedaży auta. To są trzy podstawowe dokumenty potrzebne do zarejestrowania auta z Niemiec w Polsce. Wszystkie trzy oddajemy do tłumaczenia tłumaczowi przysięgłemu. Koszt tłumaczenia: od 70 do 100 zł.

 2. Urząd celny. Tu opłacimy akcyzę od zakupu auta za granicą. Stawki są dwie: 3,1 proc. wartości auta dla pojemności do 2.000 cm3 oraz 18,6 proc. wartości dla aut o pojemności powyżej 2.000 cm3. Akcyzę można opłacić w urzędzie celnym właściwym dla miejsca zameldowania kupującego auto. Czyli jeśli jesteśmy z Gdańska, to szukamy urzędu celnego w Gdańsku. Nie inaczej. Uwaga! Nie ma konieczności stawiania się Urzędzie Celnym osobiście - akcyzę można opłacić również on-line: Urząd Celny.

3. Urząd skarbowy. Tu udajemy się po zaświadczenie o niepodleganiu obowiązowi opłacenia polskiego podatku VAT. Oczywiście zakup sprowadzonego auta przez osobę prywatną nie jest opodatkowane VAT-em, ale urząd skarbowy musi to formalnie potwierdzić i za tę przyjemność pobiera opłatę w wysokości 160 zł. Krok 3 wykreślony. Od 1 stycznia 2015r. nie ma obowiązku występowania do US po żadne zaświadczenia.

4. Przegląd techniczny. Gdy auto nie ma ważnego niemieckiego przeglądu technicznego, zostaniemy skierowani do stacji diagnostycznej. Badanie techniczne kosztuje ok. 100 zł. Dodatkowe 100 zł zapłacimy za tzw. zaświadczenie pokolizyjne, jeśli kupione auto jest samochodem powypadkowym. Wydział komunikacji może też zażądać od nas dodatkowych informacji o aucie, których nie ma w niemieckich dokumentach (np. masa własna, nacisk na oś, rok produkcji) - wtedy będziemy zmuszeni do wykonania dodatkowych badań na stacji diagnostycznej, oczywiście za dodatkową opłatą (ok. 50 zł) w celu ustalenia tych danych.

Z wykonania badania technicznego jesteśmy w Polsce zwolnieni, jeśli samochód ma ważne niemieckie badania techniczne - wydział komunikacji powinien je przepisać. Zwykle nie ma z tym problemu. Niemieckie badanie jest ważne przez 2 lata, a polskie przez 1 rol. Stąd polskie wydziały komunikacji przy uznawaniu niemieckich badań "urywają" z nich 1 rok, np. jeśli nasze auto ma ważne niemieckie badania do lipca 2017r., to nasz urząd uzna nam je, ale ich ważność określi tylko do lipca 2016r.

5. Wydział komunikacji. Zostawiamy to na koniec - udajemy się tam z kompletem dokumentów /opłacona akcyza, oryginały i tłumaczenia, zaświadczenie o pozytywnym badaniu technicznym/. Gdy auto ma ważne badanie techniczne, dokonane wcześniej w Niemczech, wydział  komunikacji ma obowiązek je uznać. W praktyce jednak często wygląda tak,  że mimo ważnych niemieckich badań technicznych, kieruje auto do polskiej stacji diagnostycznej, wydając nam tymczasowe tablice rejestracyjne (czerwone) i przyjmując za to z wielką ochotę dodatkową płatność. W wydziale komunikacji płacimy za tablice stałe /ok. 250 zł/. W dniu wizyty w wydziale otrzymamy tablice oraz 30-dniowy tymczasowy dowód rejestracyjny /miękki/. Po stały dowód rejestracyjny trzeba się zgłosić w przeciągu najczęściej miesiąca.

 

PODSUMOWANIE OPŁAT.

  • tłumaczenie dokumentów: 100 zł
  • urząd celny: procent od wartości auta /3,1 lub 18,6 proc./
  • badanie techniczne: 100-200 zł
  • wydział komunikacji: 250 zł /tablice rejestracyjne/
  • RAZEM: ok. 450 zł /bez akcyzy/


PRZYKŁADOWE OBLICZENIE OPŁAT.

  • SEAT IBIZA /POWYPADKOWY/ 1,2 LITRA O WARTOŚCI 3.500 EURO
  • tłumaczenie dokumentów: 100 zł
  • urząd celny: 3,1 proc. x 14.875 zł /3.500 euro po kursie 4,25 zł/ = 461 zł
  • badanie techniczne: zwykłe /98 zł/, pokolizyjne /94 zł/ = 192 zł
  • wydział komunikacji: 250 zł /tablice/
  • RAZEM: ok. 1.000 zł

 

BMW 320 /BEZWYPADKOWY/ 2,2 LITRA O WARTOŚCI 3.500 EURO

  • tłumaczenie dokumentów: 100 zł
  • urząd celny: 18,6 proc. x 14.875 zł /3.500 euro po kursie 4,25 zł/ = 2.766 zł
  • badanie techniczne: zwykłe 98 zł
  • wydział komunikacji: 250 zł /tablice/
  • RAZEM: ok. 3.200 zł